sobota, 3 listopada 2012

dziewiętnaście. ♥


- Co Ty sobie kurwa wyobrażasz?! – Harry wpadł do tymczasowej sypialni Louisa.
- O co chodzi.?
- Najpierw wyjesz, że cię zostawi, a teraz obrażasz się o byle gówno i nawet się nie zainteresujesz, że chciała sobie odebrać życiu idioto!
- Gdzie ona jest?
- Gdzie jest?! W domu! Zawiozłem ją. Czego ty do cholery chcesz?
- Ja nie wiem, co mnie napadło… - zakrył twarz w dłoniach.
- Nie zdziwię się, jak teraz faktycznie odejdzie. Tylko mi potem nie rycz, że dziecko ci zabierze!- zabrał na szybkiego rzeczy Mel i Dercy do torby i już wychodził.
- Harry stój! - złapał go w drzwiach za nadgarstek- jak ona się czuje?
- Beznadziejnie. Ale pewnie i tak cię to gówno obchodzi, skoro była cała mokra, kapało z niej a ty się nie przejąłeś! - wydarł się na niego i wyszedł trzaskając drzwiami i zostawiając Louisa samemu sobie. Spojrzał na małą i ruszył do domu. Dercy obudziła się w połowie drogi.
- Hally? Cio ty tu lobis?
- Jedziemy do domu skarbie.
- A mama? I tatuś?
- Mama już tam jest... A tatuś dojedzie. Podobało ci się?
- Taak! Mama zlobiła tacie zalt i wyprowadziła go na desc po tym jak się ciaałowali..
- To fajnie, że ci się podobało.- dojechali, Dercy weszła do salonu.
- Ceść.
- Hej kochanie.- Zayn wziął ją na ręce.
- Ja idę do Mel..
Hazza zapukał do drzwi ich sypialni. Wszedł zanim usłyszał odpowiedź. Mel leżała zawinięta kołdrą wylewając łzy w poduszkę.
- Jak się czujesz słonko? -usiadł obok niej. Podniosła smutny wzrok na niego. Była cała blada.
- Zimno mi…- wychrypiała.
- Boże, dziewczyno jak Ty wyglądasz?! Słabo Ci?- skoczył szybko po koc.
- Zimno... -podkuliła nogi.
- Chodź tu do mnie. - wziął termometr, położył się obok niej, przykrywając kocem zmierzył temperaturę.- masz gorączkę..
- No i co?- wtuliła się w Niego mocno.
- Liaam! - wydarł się i przytulił Mel.
- Zarazisz się… - próbowała mu się wyrwać.
- Przestań. - przyciągnął ją mocno do siebie. - Liaaam.!
- Co jest? - wbiegł to pokoju.
- Mamy tu coś na obniżenie gorączki? I dzwoń po naszego lekarza.
- Zaraz sprawdzę. - wyszedł z pokoju dzwoniąc po lekarza.
W tym czasie przyjechał Lou.
- Gdzie Mel? Muszę z nią pogadać...
- Nie wiem, czy ma siłę rozmawiać, a tym bardziej ochotę. - powiedział Liam szukając w apteczce leków.
- Gdzie do cholery jest moja dziewczyna?! I co Ty robisz?
- Leży w sypialni, Harry próbuje ją ogrzać a ja szukam czegoś na zbicie gorączki -odpowiedział trochę nerwowo.
- Jakiej go.. Co tu się dzieje?!
- Mel prawdopodobnie jest chora, ma gorączkę, lekarz zaraz przyjedzie.
- Co? Nie no muszę tam iść.
- Harry, czy on mnie już nie kocha?- Lou stanął przed drzwiami i przysłuchiwał się rozmowie.
- Na pewno kocha, tylko dużo przeżył po trasie.
- Czemu się tak zdenerwował? To był żart…
- W ciągu tygodnia dwa razy wyjechałaś… jest zestresowany.
- Ehh - przymknęła oczy.
- Słuchaj.. Ty.. Ty go zostawisz?- zaczął gładzić jej plecy.
- Nie chcę... ale widzisz, że on się w ogóle nie przejmuje?
- Może chciał... tylko jego duma mu nie pozwoliła?
- To ta jego duma jest pojebana. Spytał, czy się cięłam, odpowiedziałam, ze tak  A on się położył na łóżko bez żadnych emocji. Wróciłam przemoczona, patrzył na mnie kilka sekund. Nic sobie z tego nie robił. Jak tak można?- odwróciła się tyłem do przyjaciela i płakała. Teraz zrobiło jej się gorąco. Louis stał ze łzami w oczach. W tym czasie przyszedł lekarz.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.- Harry wstał i podał mu rękę.
- Więc co się dzieje?
- Ma 38 stopni, jest cała blada, ponad godzinę siedziała w deszczu. Nie wiem co miałem robić, więc kazałem Liamowi zadzwonić.
- No dobrze.. – podszedł do łóżka - Cześć, jestem doktor Phils. Pozwól, że Cię zbadam.
Drgnęła i zakryła się bardziej.
- Nie chcę.
- No proszę, później może być jeszcze gorzej.
- Nie chcę, mogę nawet umrzeć. - zakryła twarz kocem.
- No i czemu tak mówisz? -nagle do pokoju wszedł Louis .
- Nagle się zacząłeś interesować? - wyjrzała spod koca i spojrzała na niego szklanymi oczami.
- Przepraszam, nie wiem czemu się tak zachowywałem .
- Jednym przepraszam nie załatwisz całej sprawy. Krew mi leci z nadgarstka już od prawie godziny i nie przestaje... ale co tam. Nie chcę żadnego lekarza, nie chcę nikogo, mogę się tu wykrwawić, i tak każdy ma mnie w dupie.! - opadła na łóżko zalewając się łzami.
Pan Doktor wziął jej rękę i przemył wodą utlenioną.
- Ała, piecze! -zabrała swoją rękę od niego.
- Daj mi opatrzyć rękę, bo może się wdać zakażenie.
- Dajcie mi święty spokój, okej?
Pomyślała chwilę, oparła się o ścianę i wyciągnęła rękę w jego stronę. Lou stał i z przerażeniem patrzył do czego doprowadził swoją dziewczynę.
Doktor oczyścił rany dokładniej i zabandażował.
- Daj, teraz Cię zbadamy.
- Czy... chcę.. chcę być sama.
- Jasne. Trzymaj się.
Chłopcy wyszli.
- No dobrze, połóż się wygodnie - zwrócił się do Mel
Zabrała kołdrę i koc z łóżka i położyła się.
- Jadłaś coś dzisiaj?
- Nie .
- Mam rozumieć, że przez cały dzień byłaś na głodzie?
- Nie jestem głodna.
- A piłaś coś przynajmniej?
- Nie.
Patrzyła się w sufit. Nic nie dało się od niej konkretnego wyciągnąć.
- Ehh.. przepraszam na chwilę. - wyszedł na korytarz. - Louis?!
Louis szybko wstał z kanapy w salonie i podbiegł do niego.
- Ona nic nie jadła, nic nie piła, a Ty na to pozwoliłeś. Jak się wytłumaczysz?
- Ja nawet nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje…
- Zagrożę Ci czymś teraz... wiesz, że ona wygląda, jakby wpadła w anoreksję?
- Co?!
- To. Człowieku naprawdę nie widzisz? Zająłbyś się nią a nie patrzył na własną dumę. Ta dziewczyna doprowadzi się do ruiny i to szybciej niż myślisz.
W jego oczach pojawiły się łzy. Wszedł do ich sypialni. Ona spojrzała na Niego i zamknęła oczy. Usiadł obok niej i niepewnie chwycił jej rękę. Zadrżała, ale jej nie zabrała, więc delikatnie splótł ich palce.
- Czemu to robisz? - spytała cicho nawet nie otwierając oczu.
- Jestem totalnym idiotą i muszę o Ciebie walczyć.
- Louis.. jesteś idiotą..- uśmiechnęła się niezauważalnie.
- Wiem .. muszę Ci pomóc.
- W czym?
- Doktor mówił, że możliwe, że wpadłaś w anoreksję. A to wszystko prze mnie.
- Nie przez Ciebie..
- Przeze mnie. Ja to wiem. Przepraszam.
- Tomlinson, nic nie wiesz, a się udzielasz. To nie jest Twoja wina.
- To powiedz mi to o czym nie wiem .
- Mam tak od ciąży.. niezauważalnie zmniejszałam swoje porcje jedzenia..
Dlatego myślisz, że to przez to, że mamy problemy..
- Nie chcę już problemów, rozumiesz?
- Ale.. myślisz, że ja chce?
- Na pewno nie chcesz, nikt ich nie chce.
- Tylko.. nie chciałam się ciąć.. chciałam Cię sprowokować..
- Chodź tu. - wyciągnął ręce.
Wstała powoli i przytuliła niepewnie swojego chłopaka.
- Przepraszam, na prawdę przepraszam. Jestem egoistą i idiotą.
- Nie żądam od Ciebie za dużo uwagi.. i robię rzeczy, których nie powinnam ze względu na Twoją sławę.. - zaczęła płakać
- Moja kariera i sława nie powinna być w naszym życiu prywatnym. ja za mało poświęcam Ci czasu.
- Lou wyrzuciłam Cię za drzwi w deszczu zapominając że mogą zrobić Ci zdjęcie i niewiadomo co wymyślić..
- Ja wiem, że to był żart Kochanie. zachowujmy się normalnie .
- No jakoś specjalnie sie nie uśmiałeś.
- Przepraszam. wiem, że zawsze się śmiałem. wczoraj.. nie wiem co ze mną się działo.
- Wczoraj? to już.. już jest kolejny dzień? - odsunęła się od niego gwałtownie
- tak Skarbie. -odgarnął jej grzywkę z twarzy.
- Ake.. przecież.. ugh.. - opadła na łóżko
- Zawołam już lekarza i przyniosę wodę. -pocałował ją delikatnie w czoło i wyszedł.
- Nie! Lou!
- Co jest? - stanął w drzwiach i się odwrócił.
- chodź tu natychmiast. Myślisz, że wciśniesz mi kit, że będziesz mi poświęcał więcej czasu a potem sobie wyjdziesz? O nie staruszku, zostajesz tu, choćbym Cię miała jakąś chorobą załatwić. - pociągnęła go za rękę, że wylądował na niej.
Przeturlał się tak, że ona leżała na nim i zaczął muskać jej usta.
- Tak lepiej. - zaśmiała się delikatnie i wplotła palce w jego włosy.
- Jesteś cała rozpalona wiesz? - dotknął jej czoła.
- to przy Tobie. oparła głowę o jego klatkę piersiową.
- O Jezu.. - zdołała tylko powiedzieć i straciła przytomność
- Meeel! -położył  ją na łóżko .
- Phils!
Krzyczał na cały dom strasznie roztrzęsiony.
- Co się stało? - wbiegł do pokoju
- Straciła przytomność, nie wiem..
- Odsuń się od niej! - podbiegł do łóżka i sprawdził puls.

__________________________________________________________________
jak zauważyłyście rozdziały teraz będą dodawane w soboty, a nie w piątki.
zapraszamy do czytania. :*

8 komentarzy:

  1. To jest cudowne <3

    OdpowiedzUsuń
  2. chce już kolejny rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże same problemy :/
    Czy chociaż jeden rozdział nie może skończyć się happy endem ???
    Tak po za tym marudzeniem to boskie opowiadanie i czekam na następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne to < 3

    OdpowiedzUsuń
  5. Interesujące.
    Czekam na kolejny.

    Buziaki.:*

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdizłą czekam na kolejny <33

    OdpowiedzUsuń